1. Home
  2. Docs
  3. FINIDRAK 01/2026
  4. Spis treści czasopisma
  5. PIŁKI, KULE, KRĘGLE… ale przede wszystkim punkty!

PIŁKI, KULE, KRĘGLE… ale przede wszystkim punkty!

Tekst: Ondřej Prokop

Zabawny nagłówek, który jednak dokładnie opisuje, o co chodzi w lidze firmowej FINIDR. Dla niektórych może to być zagadka (prawdziwą znajdziecie jednak dopiero w załączniku), ale biorąc pod uwagę dyscypliny rozgrywane w naszej lidze, jasne jest, że mowa o badmintonie i kręglach. Cieszę się, że również w tym roku stali uczestnicy ponownie się zaangażowali, a jednocześnie grupa powiększyła się o nowe twarze. Czy jesteście wśród nich?

W każdą środę po południu centrum Activity4Fun ponownie ożywa dzięki grupie moich kolegów z naszej drukarni, zarówno z FINIDRu A, jak i B. W połowie stycznia rozpoczęła się tu kolejna edycja naszej ligi firmowej.

Czym wyróżnia się ta liga?

Nie chodzi tu tylko o same rozgrywki sportowe, ale także o atmosferę, która łączy w sobie swobodny nastrój, przyjaźń i zdrową rywalizację. Nie ma powodu do obaw. Gramy po to, żeby się dobrze bawić, a przy okazji trochę się rozruszać. Niektórzy z nas traktują to nawet jako rozgrzewkę przed nocną zmianą.

Obowiązuje stara, dobra zasada: jak to wszyscy zorganizujemy, taką będziemy mieli ligę. Nie chodzi o pojedyncze osoby, ale o nas, w tym przypadku o sportową drużynę Finidráków. I jak dotąd działa to świetnie!

Bardziej doświadczeni gracze chętnie udzielą wam porad lub podzielą się wskazówkami. I o to właśnie chodzi. Nie o trofeum na koniec (które jest oczywiście miłym dodatkiem), ale o to, że się doskonalicie i pod koniec sezonu sami widzicie postępy, które dają wam wspaniałe poczucie satysfakcji.

Grajcie, kiedy możecie. Bez presji.

Nasza liga nie jest zobowiązaniem w stylu „zapisujesz się i musisz przychodzić w każdą środę”. Zdecydowanie nie. Będziemy zadowoleni, jeśli będziecie przychodzić regularnie, ale doskonale wiemy, że w grę wchodzą dzieci, zajęcia pozalekcyjne, praca i zmiany w pracy. A to czasem może mocno namieszać w planach.

Nawet jeśli przyjdziesz tylko kilka razy, to ma sens. Niezależnie od tego, czy chcesz rywalizować, czy po prostu „odpocząć” i spędzić aktywne popołudnie z kolegami, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

 

Niewielka zmiana, więcej wrażeń

W tegorocznej edycji nieco zmodyfikowaliśmy tradycyjne rozgrywki. W trakcie sezonu zorganizowaliśmy mniejsze turnieje w badmintonie i kręglach, które ożywiły dotychczasowy system i dały szansę zabłysnąć również innym graczom.

Nie chodziło już tylko o nagrody dla najbardziej wytrwałych, którzy zbierają punkty przez dłuższy czas. Swoje miejsce znaleźli również „sprinterzy” w najlepszej aktualnej formie, którzy mogli wynieść z turniejów małe słodkie nagrody.

 

A co nas czeka dalej?

Pod koniec marca odbyły się ostatnie terminy i na ten rok rozgrywki dobiegły końca. Mistrzów i medalistów przedstawimy w następnym numerze biuletynu.

Na koniec chcę tylko podziękować wszystkim, którzy zgłosili się do tegorocznej edycji, zarówno tym, którzy brali w niej udział już wcześniej, jak i nowym uczestnikom. Dziękuję!

 

Vlaďko, jesteś już naszą stałą uczestniczką ostatnich edycji turnieju w kręgle. Zauważyłem, że stopniowo się poprawiasz. Czy też widzisz u siebie postępy? Na czym to polega? Trenujesz też poza ligą, czy to liga firmowa, a może czasami po prostu chodzi o szczęście? 

Czasami chodzimy pograć w kręgle z rodziną lub przyjaciółmi. W ciągu roku mam jednak mnóstwo innych zajęć, takich jak bieganie, turystyka i spacery na łonie natury. Ligę kręglarską traktuję jako rodzaj zimowej aktywności.

Naprawdę stopniowo udaje mi się poprawiać wyniki, ale to też kwestia szczęścia. Staram się rzucać za każdym razem tak samo, ale zawsze wychodzi inaczej (śmiech). Może trzeba jeszcze kilka lat trenować.

W pierwszym roku chyba nie odniosłaś żadnego zwycięstwa, a teraz walczysz o miejsce na podium. To pewnie fajne uczucie. Czy Twoją motywacją jest zdobycie jakiegoś pucharu, czy nadal przeważa po prostu radość z gry i możliwość spotkań z kolegami również poza boiskiem? A ten puchar byłby tylko dodatkową wisienką na torcie…
Pierwszy rok był chyba najtrudniejszy. Dołączyłam do graczy, którzy mieli już doświadczenie z poprzednich lat i szło im bardzo dobrze. W tym roku też zaczęło mi się całkiem dobrze układać. To miłe uczucie, ale myślę, że na tych wyższych miejscach nie utrzymam się długo (śmiech). Chciałabym kiedyś zdobyć puchar, na razie przynajmniej za trzecie miejsce. Dopóki mi się to nie uda, pozostanie radość z gry i miłe spotkania z kolegami.

A dlaczego w ogóle zapisałaś się do ligi firmowej?
Lubię próbować nowych rzeczy, zazwyczaj spotykam przy tym fajnych ludzi. A jeśli mi się to podoba, to zostaję.

 

Rišo, w zeszłym roku zdominowałeś cały sezon badmintona. Jak to wszystko się zaczęło? Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się wziąć udział po raz pierwszy, a w tym roku ponownie?
Do ligi firmowej zapisałem się po raz pierwszy głównie dlatego, że lubię sport i ruch, a jednocześnie była to świetna okazja, aby poznać kolegów z innych działów, nie tylko tych, z którymi na co dzień współpracuję. Zeszłoroczna edycja bardzo mi się podobała, i to nie tylko dlatego, że udało mi się wygrać i zdobyć puchar, ale przede wszystkim dzięki atmosferze i ludziom. Dlatego naturalnym dla mnie było zaangażowanie się również w tym roku i kontynuowanie tej miłej firmowej tradycji. To taki teambuilding na co tydzień (uśmiecha się).

Czy w tym roku również masz ambicję obronić swoje zwycięstwo?
Oczywiście fajnie byłoby powtórzyć zeszłoroczny wynik, ale w tym roku traktuję to przede wszystkim jako hobby i okazję do uprawiania sportu oraz odprężenia się po pracy. Konkurencja jest w tym roku znowu silna, a każdy mecz jest nieco inny, co sprawia, że jest to interesujące. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że regularnie się ruszamy i spędzamy czas razem również poza środowiskiem pracy.

A jak właściwie oceniasz swoje dotychczasowe wyniki w tym sezonie? Czy jesteś zadowolony ze swoich występów, czy widzisz jeszcze pole do poprawy? Wiem też, że jesteś tenisistą. Czy badminton w tym zimowym okresie stanowi dla Ciebie przygotowanie do sezonu na korcie tenisowym?
Na razie oceniam swoje tegoroczne wyniki pozytywnie, ale zawsze jest co poprawiać (uśmiecha się). Każdy mecz jest inny – raz gramy mieszany debel, gdzie decyduje zgranie i taktyka, innym razem jest to męska walka pełna ostrych wymian i pojedynków. Nigdy nie wiadomo dokładnie, co nas czeka, i to właśnie jest w tym zabawne. To prawda, że od dawna gram w tenisa, a badminton jest dla mnie w okresie zimowym z pewnością świetnym sposobem na utrzymanie formy. Chociaż są to różne sporty, łączy je praca z rakietą, spostrzegawczość i ruch, więc postrzegam to jako dobre urozmaicenie zimowe