Tekst: Maryla Adamčíková, David Haratyk | Foto: Lukáš Duspiva
David Haratyk pracuje w FINIDRze dopiero od półtora roku, ale poza godzinami pracy zajmuje się czymś zupełnie innym – pisaniem i graniem w sztukach teatralnych, które wyprzedają bilety w regionalnych domach kultury. Jest autorem i jednym z aktorów komedii „Ława”, inspirowanej środowiskiem huty w Trzyńcu, regionalnym humorem oraz historiami, które w innym przypadku pozostałyby tylko „w szatni”. W poniższym wywiadzie zdradza, jak pomysł zrodzony przy piwie przerodził się w popularną sztukę teatralną, która bawi setki ludzi, a ponadto pomaga tam, gdzie jest to potrzebne.

Dawidzie, skąd w ogóle wziął się pomysł, żeby napisać sztukę teatralną?
Pomysł zrodził się zupełnie spontanicznie, podczas opowiadania najróżniejszych historii przez rodzinę i znajomych, którzy przez lata pracowali w hucie w Trzyńcu. Rozmawialiśmy o tym, jak tam wyglądało życie, i doszliśmy do wniosku, że bez „werku” region nie byłby taki, jaki jest. Huta jest tu zakorzeniona od pokoleń i wszyscy to w jakiś sposób znamy – tu i ówdzie ktoś dorabiał poza swoją pracą, ktoś coś wyniósł, wykonał jakąś „fuszkę“… I w tym momencie przyszło mi do głowy, że to idealna podstawa dla komedii pełnej przesady.
Pomysł to jedno, ale doprowadzenie go do wyprzedanych sal to zupełnie inna sprawa.
Jak wyglądała ta droga?
Zaczęliśmy w Domu Kultury w Milíkovie, gdzie zaplanowaliśmy cztery przedstawienia, na które bilety zostały natychmiast wyprzedane. Spektakl odniósł tak wielki sukces, a ludzie domagali się kolejnych terminów, że postanowiliśmy spróbować kontynuować jesienią. Zaproszono nas do Jablunkova i znów wszystkie bilety zostały wyprzedane. Potem przyszła kolej na Rock Café w Jablunkowie, gdzie zagraliśmy na zaproszenie, a zainteresowanie było nadal tak ogromne, że powiedzieliśmy sobie: spróbujmy wyprzedać salę teatralną KD Trisia. I udało się, aż pięć razy! Liczyliśmy się jednak również z wariantem, że przyjdzie połowa widowni i że będziemy musieli dopłacić za wynajem. Pierwszy termin, 14 grudnia 2025 r., był moim pomysłem, a potem Trisia sama proponowała nam kolejne terminy.
Jak reagują wasze rodziny?
Nie mieli pojęcia o tym spektaklu. Zostali zaproszeni na premierę. Nie mieli pojęcia, o czym będzie i jak się to wszystko potoczy. Po prostu poszli na ślepo. Po premierze wszyscy byli zachwyceni. Wspierają nas, okazują zrozumienie, przychodzą nas oglądać wielokrotnie. Po prostu dzielą z nami nasz sukces.
Jak długo trwało napisanie tej sztuki?
Około trzech miesięcy intensywnego pisania. Codziennie godzina – od wymyślenia głównych bohaterów, przez całą fabułę, aż po zakończenie. Potem przyszedł czas na zbieranie informacji i „plotek” od ludzi, którzy wciąż pracują w zakładzie, żeby osadzić sytuacje w kontekście. Jak to naprawdę wyglądało wtedy i jak wygląda teraz. Przez około rok zbierałem też dowcipy słowne i regionalne powiedzonka, które wymyślili ludzie z naszego regionu i które pięknie ożywiły komedię..
Czymu to je Ława?
Bo jak we Werku robotnicy majóm chwile wolno,… lygajóm na ławe.

Od razu wiedziałeś, że to nie będzie tylko krótka scenka?
Wcale nie. Kiedy przeczytałem na głos pierwszą wersję, zajęło mi to prawie godzinę. Pierwotnie miała to być dwudziestominutowa scenka, którą mielibyśmy grać na imprezach, ale było jasne, że może z tego powstać pełnoprawne, pełnometrażowe widowisko.
Dawidzie, jak udało ci się zebrać zespół?
W naszym Milíkovie teatr istnieje już od dawna; działa tam amatorski zespół teatralny pod patronatem PZKO, który umożliwił nam realizację tego przedsięwzięcia – zapewnił nam zaplecze i rekwizyty. Zespół złożył się z ludzi, którzy mieli ochotę i odwagę, by się w to ze mną zaangażować. Mamy cztery główne role – grają mój brat, ja i dwaj bliscy przyjaciele – oraz cztery postacie drugoplanowe. Zgrana ekipa.
Jak przebiegały próby?
Przed premierą ćwiczyliśmy dwa razy w tygodniu. Ciągle dopracowywaliśmy i poprawialiśmy… Pierwsze przedstawienie mieliśmy okazję zagrać w KD Milíkov w zeszłym roku w okresie Wielkanocy i obejrzało je około stu osób. Reakcje były fantastyczne.
O czym właściwie jest „Ława”?
Opisuje całą dzienną zmianę w TŽ – od momentu rozpoczęcia pracy aż po powrót autobusem do domu. Kiedy opisuję to w tak surowy sposób, brzmi to profesjonalnie, a przecież to czysta komedia. Ludzie śmieją się od początku do końca.
Czy podczas grania też nie masz ochoty się śmiać?
Mam. W niektórych momentach bardzo. Czasami muszę odwrócić się plecami do publiczności, żeby to wytrzymać.
A już szykuje się kontynuacja?
Tak, scenariusz mam już gotowy. Nazywa się „Ablez – prosto z Ławy” i znów skupia się na codziennych kłopotach zwykłych pracowników Werku. Premiera odbędzie się w okresie wielkanocnym. Jesienią chcielibyśmy ponownie zagrać w Trisii.
Były też pewne komplikacje – mam na myśli to, że ta sytuacja została nazwana i trafiła bezpośrednio na scenę?
Warto zaznaczyć, że fabuła jest wyolbrzymiona, a nawet przesadzona, aby zapewnić widzom rozrywkę. Akcja rozgrywa się dwadzieścia lat temu, nie odzwierciedla współczesnej rzeczywistości, a przedstawione sytuacje nie są już realistyczne.
Wspomniałeś, że postanowiliście przeznaczyć zarobione pieniądze na szczytny cel. Opowiesz o tym więcej?
Szło nam dobrze. Nie spodziewaliśmy się, że gra odniesie taki sukces. Nigdy nie robiliśmy tego dla pieniędzy. A ponieważ mieliśmy szczęście, postanowiliśmy pomóc tym, którzy go nie mają.
Dochód z dwóch ostatnich lutowych przedstawień przekażemy dwóm osobom:
MUDr. Zuzanie Klusovej z pogotowia ratunkowego w Třincu, mama dwójki małych dzieci, która zmaga się z chorobą nowotworową, a nawet w trakcie leczenia pomaga ratować życie. Postanowiliśmy pomóc jej w pokryciu kosztów leczenia; otrzyma 75 000 CZK, czyli dochód z przedstawienia.
Dominice Martynek z Dolnej Łomnej, mamie trzyletnich bliźniaków, która po zatrzymaniu akcji serca w sierpniu 2025 roku zapadła w śpiączkę czuwającą. Rodzina stara się sprowadzić ją z powrotem do domu i wciąż jest nadzieja, że się obudzi.
Dawidzie, godne podziwu jest nie tylko to osiągnięcie, ale także fakt, że w tak młodym wieku masz już na koncie swój debiut autorski, a jednocześnie świetnie grasz swoją rolę i gromadzisz komplet widzów. Nasuwa się pytanie – czy nie kusi cię kariera aktorska?
To świetne hobby, ale nie zamierzam robić kariery aktorskiej i nie wyobrażam sobie, żebym mógł się tym zajmować zawodowo.

Czy można pogodzić pracę w teatrze z pracą w FINIDRze?
No cóż, za chwilę zabraknie mi urlopu… Pracuję w FINIDRze od półtora roku, od początku w A. Jeszcze w zeszłym roku byłem operatorem na linii zawieszania a od nowego roku uczę się pracy na LIN6. Na linii zawieszania pracuje się z gotowym produktem, czuję, że wiąże się to z większą odpowiedzialnością, podczas gdy praca na linii 6 jest również interesująca, ale to inny rodzaj pracy. Tam dopiero powstaje produkt, który trafia na linię końcową. Dzięki doświadczeniu z linii końcowej wiem, jak powinien wyglądać produkt z LIN6. Doświadczenie z linii zawieszania na pewno się tam przydaje. Każde stanowisko ma swoje specyficzne wymagania. Dzięki temu, że mamy tu zespół stałych pracowników, który jest super, wdrażanie do pracy zawsze przebiegało w przyjaznej atmosferze. Panuje tu życzliwość, nie mam też problemów z barierą językową z Polakami czy Filipińczykami, więc wszystko jest w porządku.
Dawidzie, jak w ogóle wyglądały twoje początki po ukończeniu szkoły?
Po ukończeniu technikum w Karwinie na kierunku inżynieria mechaniczna, w wieku 19 lat zacząłem pracować u kolegi, który prowadzi niewielką firmę budowlaną. Razem budowaliśmy domy i zajmowaliśmy się kompleksowymi remontami budynków. Wiele się nauczyłem.
Czy przy obciążeniu pracą udaje Ci się znaleźć czas na jakieś inne zainteresowania?
Lubię turystykę pieszą, dosłownie wszędzie, czy to w Beskidach, czy w Alpach. Ukończyłem trzy ostatnie B7. Gram też w hokeja w lidze śląskiej w drużynie HC Kozubová oraz w amatorskiej lidze hokejowej Beskidów w drużynie HC Hrádek. Obie ligi są amatorskie, mecze często rozgrywane są późnym wieczorem, więc to hobby również wymaga poświęcenia dużej ilości czasu.
Dawidzie, masz niezwykle różnorodny zestaw zajęć i życzę Ci, aby ta energia i radość towarzyszyły Ci jak najdłużej, a wszystko układało się pomyślnie nie tylko na scenie, ale i w życiu. Dziękuję za rozmowę.
Również dziękuję i życzę wszystkim współpracownikom powodzenia, a tych, którzy nie zdążyli na pierwsze przedstawienie Ława, serdecznie zapraszam na drugą część.

David Haratyk
Operator maszyn w dziale produkcji
Co najbardziej cenię u współpracowników?
chęć pomocy, udzielenia porady
Pisanie czy granie?
pisanie
Najtrudniejszy moment na scenie?
nie zaczynać się śmiać, gdy coś nie idzie zgodnie z planem
Śmiech publiczności lub oklaski na koniec?
jedno i drugie: bezpośrednia reakcja publiczności w trakcie przedstawienia, spontaniczne wybuchy śmiechu, ale także oklaski na zakończenie przedstawienia
Co cię napędza?
entuzjazm i pozytywne reakcje, mogę już powiedzieć, że komedię obejrzało kilka tysięcy widzów, a co nie mniej ważne, pomóc finansowo ludziom, którzy zmagają się z przeciwnościami losu… więcej zrobić nie mogę





