1. Home
  2. Docs
  3. FINIDRAK 2/2026
  4. Spis treści czasopisma
  5. ČTEFEST ZAWITAŁ DO DRUKARNI PROCHASKI

ČTEFEST ZAWITAŁ DO DRUKARNI PROCHASKI

Tekst: Adéla Majerová

Niektóre wycieczki z przewodnikiem zapełniają się tak szybko, że natychmiast znikają z programu. Dokładnie tak stało się w przypadku wycieczki z przewodnikiem po zabytkowym budynku drukarni Prochaski w centrum Czeskiego Cieszyna, którą w tym roku włączył do programu festiwal ČteFesT.

Zainteresowanie przerosło oczekiwania zarówno organizatorów, jak i samego FINIDRu. Ludzie nie chcieli bowiem oglądać jedynie starego budynku. Chcieli zapoznać się z historią miejsca, w którym już ponad dwa stulecia temu zaczęła się pisać historia poligrafii regionu Cieszyńskiego. A może także dowiedzieć się, co właściwie stało się z tą legendarną drukarnią…

„Jesteśmy drukarnią specjalizującą się w druku książek. Temat ten jest nam oczywiście bliski. Jednocześnie od dawna wybieramy projekty, które chcemy wspierać, a ČteFesT od samego początku wydawał nam się sensownym przedsięwzięciem” – wyjaśnia Kateřina Misiarzová z FINIDRu.

To właśnie spotkanie z dyrektorką festiwalu Mariką Zadembską oraz dyrektorką Biblioteki Miejskiej w Czeskim Cieszynie Daną Zipserową zapoczątkowało pomysł, który ostatecznie zaprowadził gości w miejsca, do których zazwyczaj nie mają dostępu.

„Jedno słowo pociągnęło za sobą kolejne. Właściciel, Jaroslav Drahoš, był zachwycony tym pomysłem i sam zaproponował, że część programu mogłaby odbyć się w zabytkowym budynku drukarni Prochaski” – wspomina Kateřina Misiarzová.

Podróż w czasie od „rotački“ aż do „piekła”
Gości oprowadzał również Ondřej Prokop wraz ze swoimi kolegami. Nie była to jednak zwykła wycieczka.

Zaczęło się od teraźniejszości – od maszyn, które dziś produkują książki dla klientów z całej Europy. Następnie grupy stopniowo przenosiły się do miejsc, w których rozpoczęła się historia drukarstwa w regionie Cieszyńskim.

„„Chcieliśmy pokazać ludziom nie tylko zabytkowe miejsca, ale także kontrast między przeszłością a teraźniejszością. Zwiedzili z nami wszystkie trzy piętra budynku i obejrzeli pomieszczenia, w których drukowano już na początku XIX wieku” – mówi Ondřej Prokop.

To właśnie ten kontrast wywarł na zwiedzających największe wrażenie. Odrestaurowane części budynku, przywrócone do stanu z czasów rodziny Prochasków, przeplatały się z pomieszczeniami noszącymi ślady późniejszych dziesięcioleci, co widać na przykładzie żeliwnych kolumn czy sklepionego sufitu.

„Wspaniale było obserwować, jak budynek się zmieniał. Jak wyglądał za czasów rodziny Prochasków i jak podchodzono do niego w późniejszych okresach. Ludzie nagle potrafili sobie wyobrazić, ile pokoleń tędy przeszło”.

Jednym z najbardziej zapadających w pamięć momentów była wizyta w pomieszczeniach położonych poniżej poziomu dzisiejszej ulicy.

„„Z lekką przesadą nazywamy to »Piekłem«. W rzeczywistości jest to odrestaurowana część znajdująca się pod powierzchnią głównej ulicy. Kiedyś ulica przebiegała znacznie niżej. Okna, które kiedyś znajdowały się powyżej poziomu jezdni, dziś znajdują się praktycznie na wysokości chodnika. Widać tam wspaniale, jak działał czas.”

Kolejnym zabytkowym artefaktem, który zachował się do dziś, jest oryginalny kamień z bramy, przez którą dawniej dostarczano materiały do drukarni. To właśnie ten kamień ułatwiał wozom konnym skręcanie na terenie zakładu.

 

Drukarnia pełna niespodzianek

Zwiedzający niemal na każdym kroku natrafiali na coś nieoczekiwanego.

Duże zainteresowanie wzbudziło na przykład dawne główne wejście do drukarni. Wielu myślało, że były to biura lub pomieszczenia reprezentacyjne. Niewielu przyszło do głowy, że właśnie tędy niegdyś przepływali klienci. Jeszcze większym zaskoczeniem było dla nich to, że do dziś z głównej ulicy widać właśnie te dawne schody, którymi wchodzono do środka.

Kolejnym odkryciem był rysunek z XIX wieku, na którym można było prześledzić, jak budynek stopniowo się rozrastał.

„Ludzie byli zaskoczeni, że drukarnia początkowo zajmowała tylko część obecnego budynku. Stopniowo była rozbudowywana i powstawały kolejne wejścia – na przykład przeznaczone wyłącznie dla pracowników”.

 

A potem pojawiała się anegdota, która niezawodnie rozbawiła każdą grupę.

„Prochaska miał czterech synów i wszyscy mieli na imię Karel: Karel I., Karel II., Karel III. i Karel IV.” – opowiada Ondřej Prokop.

Kolejnymi dwoma przewodnikami byli Jan Sojka i Miroslav Staszko.

„Mojej grupie bardzo spodobało się cięcie 3D i cyfrowe barwienie krawędzi (wystawa w szafie, gdzie mamy serie, które na siebie nawiązują). W „muzeum” interesowali się historią drukarni, pikantnymi ciekawostkami z produkcji oraz tym, jak radzimy sobie w skali Czech i Europy. A także tym, ile książek produkujemy miesięcznie i dokąd najczęściej je eksportujemy” – wyjaśnił Jan Sojka.

 

„Zgadzam się z Honzą. Interesowała ich wielkość produkcji. Spodobały im się próbki 3D. Kiedy ich oprowadzałem, lało jak z cebra, była burza i wysiadło zasilanie, więc maszyny nie działały. Zatrzymaliśmy się więc w „muzeum”, gdzie rozmawialiśmy o historii drukarni Prochaski. Wyjaśniłem im, jak działały te stare maszyny (monotyp i automatyczna maszyna zecerska). Wielu uczestników wyraziło również zainteresowanie wycieczką do FINIDR A.” – dodaje Miroslav Staszko.

Ocalony fragment historii

Dzisiejsza firma FINIDR powstała w 1994 roku dosłownie na zielonej łące. Historyczny budynek drukarni Prochaski stał się jej częścią dopiero znacznie później.

Kiedy firma przejęła go w 2021 roku, nie chodziło tylko o rozbudowę powierzchni produkcyjnej.

„Uważamy, że udało nam się ocalić znaczną część historii poligrafii regionu Cieszyńskiego” – mówi Ondřej Prokop. „Kiedy spaceruje się po centrum miasta i przygląda się losom niektórych zabytkowych budynków, uświadamia się sobie, że mogło to skończyć się znacznie gorzej”.

Drukarnia Prochaski nie była jednak zwykłym przedsiębiorstwem. Drukowała między innymi dla dworu cesarskiego Franciszka Józefa I. To właśnie stąd podobno pochodzi określenie cesarza jako „starego Prochaski”.

Obecnie w tym zabytkowym budynku nadal odbywa się część produkcji i pracują tu pracownicy FINIDRu. Budynek nie jest więc muzeum, lecz aktywną częścią firmy.

 

Miejsce, które warto odkryć

Zainteresowanie odwiedzających podczas festiwalu ČteFesT pokazało, że historia druku i książek wciąż budzi w regionie duże zainteresowanie.

„Wiele osób wiedziało, że w centrum Cieszyna znajduje się drukarnia. Ale nigdy nie byli w środku” – mówi Ondřej Prokop. „Pod koniec zwiedzania są zazwyczaj zaskoczeni, jak rozległy jest cały kompleks”. Podobnie uważa również Kateřina Misiarzová.

„Ludzie najwyraźniej interesują się tym, co stało się z drukarnią, jak działa dzisiaj i jaka jest jej historia. Jednocześnie interesuje ich FINIDR. Mamy co pokazać”.

 

Być może właśnie dlatego miejsca na zwiedzanie podczas festiwalu zostały zarezerwowane tak szybko.

Nie chodziło bowiem tylko o sam budynek.

Chodziło o możliwość zajrzenia za kartki książki. I dowiedzenia się, gdzie właściwie zaczęła się jej historia.