Każda osoba, która zaczyna nową pracę, przynosi ze sobą jakąś historię. Moja nie zaczęła się w chwili, gdy po raz pierwszy przekroczyłam próg FINIDRu.
Zaczęła się znacznie wcześniej.
Kilka lat temu moje życie w jednej chwili wywróciło się do góry nogami. Odszedł mój syn Benedykt. A kiedy powoli uczyłam się żyć z bólem, dwa lata później dotknęła mnie kolejna strata – zmarła moja mama.
Są chwile, kiedy człowiek nie potrzebuje rady. Potrzebuje czasu. Ja potrzebowałam go bardzo dużo.
Przez sześć lat byłam w domu. Nie tylko ze względu na siebie, ale także na moją młodszą córkę, która również uczyła się żyć ze stratą. W tamtym czasie pisanie stało się dla mnie formą terapii. Każde napisane zdanie było małym krokiem naprzód. Pomagało mi uporządkować myśli i ponownie odnaleźć światło tam, gdzie od dawna go nie widziałam.
Aż pewnego dnia poczułam, że nadszedł czas, by otworzyć drzwi. By wrócić między ludzi.
Szukając pracy, natknęłam się na ofertę firmy FINIDR. Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta drukarnia od razu mnie zainteresowała. Fascynowała mnie wizja, że zobaczę całą historię książki, zanim jeszcze pierwszy czytelnik zacznie ją czytać.
Dzisiaj już wiem, że książka nie powstaje w ciągu kilku minut.
Powstaje dzięki ludziom.
Dzięki rękoma, które ostrożnie prowadzą ją od pierwszego arkusza papieru aż do chwili, gdy jest gotowa wyruszyć w świat.
I być może właśnie dlatego dziś każdą książkę cenię nieco bardziej niż kiedyś. Nie tylko dlatego, że lubię czytać.
Ale dlatego, że znam pracę, która kryje się za każdą jej stroną.
Do FINIDRu przyszłam, aby dowiedzieć się, jak powstają książki. Nawet w snach nie przyszłoby mi do głowy, że właśnie tutaj zacznę pisać kolejny rozdział własnego życia.
Kiedyś pisałam, aby przetrwać. Dzisiaj pomagam w produkcji książek, aby inni mogli przeczytać zawarte w nich historie. Życie ma czasem dziwny sposób na zamykanie kręgów.
Każda droga gdzieś prowadzi





