Tekst: Maryla Adamčíková, Věra Janošová | Foto: Lukáš Duspiva
W świątecznym numerze Finidraku przedstawiamy wywiad z potomkinią rodu von Resteuher, panią Věrą Janošovą. Ta na pierwszy rzut oka drobna brunetka znakomicie obsługuje maszynę, przy której zazwyczaj pracują wyłącznie mężczyźni. Wiecie już, o którą maszynę chodzi? O tym, a także o ich radościach i zbliżających się świętach w ich domu przeczytacie za chwilę.

Zanim wyczarujemy świąteczną atmosferę w dzisiejszej rozmowie, zaczniemy w nietypowy i intrygujący sposób. Kiedy poprosiłam Věrkę o adres e-mail, na który mogłabym wysłać wywiad do korekty, był on tak niezwykły, że musiałam zapytać, o co chodzi, i chętnie podzielę się z wami tą ciekawostką.
Jest to połączenie imion mojej babci, która przybyła tu po I wojnie światowej, po kryzysie gospodarczym, wraz z rodzicami jako małe dziecko z Niemiec i pozostała tu, w Kocobędzu. Przybyli wtedy bez niczego. Jej ojciec, mój pradziadek, był kawalerem von Resteuher, więc wraz z tytułem i kryzysem stracili wszystko. Zaczęli tu od nowa, a jego żona, moja prababcia, nazywała się Vinniefred Marie Unucek von Resteuher. Babcia znalazła później dziadka, urodził się mój tata, a potem ja. Chcieli, żebym miała takie samo imię jak ona, Vinniefred Marie, ale w czasach komunizmu nie przeszłoby to, więc przynajmniej nadałam sobie taki adres e-mail.
Ciekawe, jak korzenie z czasów pierwszej republiki wpływają na XXI wiek w postaci poczty elektronicznej. Przenieśmy się dalej, do twoich początków w FINIDRze, Věrko.
Pracuję tu od 17 czerwca 2009 roku. Pamiętam to dokładnie, ponieważ w tym czasie trwał kryzys i po urlopie macierzyńskim szukałam nowej pracy. Zostałam tu zatrudniona dwa miesiące później.
Věrko, zarówno mnie, jak i czytelników z pewnością zainteresuje, gdzie było Twoje pierwsze miejsce pracy u nas?
Wtedy zaczęłam pracować przy maszynach do produkcji okładek. Właśnie odeszło kilku pracowników obsługi, ale faceci nie chcieli słyszeć o tym, że kobieta będzie z nimi pracować. Była brygadzistka, Monika Stadtherrová, poleciła mnie jednak, pokazała mi maszyny i jestem tu już ponad 16 lat. Od momentu rozpoczęcia pracy zajmuję się produkcją okładek. Najpierw na starej hali, a potem w nowych budynkach. Produkcja okładek to moje przeznaczenie.
Nigdy nie chciałaś wypróbować innego urządzenia??
Kiedyś szukali technika procesowego, ale nie nadawałam się do tej pracy. Naprawa maszyn to już naprawdę wiedza specjalistyczna dla mężczyzn. Potrafię sama wykonać prostsze naprawy maszyn, potrafię oczywiście pokierować pracą konserwatora, ale nie jestem monterem.
Co ci się spodobało w pracy operatora maszyny do produkcji okładek?
Praca jest naprawdę świetna, ponieważ pracuję sama na maszynie. Kiedy ludzie pracują w zespołach, czasami dochodzi do sporów. Ale to, co zepsujesz, musisz naprawić. Teraz jest inaczej, ponieważ są tam operatorzy, którzy mają z tym problem, ponieważ nie mają jeszcze takiego doświadczenia. Naprawa pozostaje wtedy w rękach nas, bardziej doświadczonych. Proste naprawy wykonuję sama, w przypadku bardziej skomplikowanych napraw wzywa się konserwatorów.
Věrko, jak zmieniła się Twoja praca w ciągu 16 lat?
Jeśli nie ma nowej maszyny, na której są nowe technologie, to w zasadzie nadal wykonujesz tę samą pracę. Przygotowujesz maszynę, dostosowujesz zamówienie, przekazujesz to, co wychodzi z maszyny i przechodzisz do kolejnego zamówienia.
Co jest w tym najtrudniejsze?
Praca nie jest łatwa właśnie dlatego, że wszystko robimy sami. Kiedy przygotowujesz karton, nakładasz go na taśmę, zdejmujesz, cały czas podnosisz rękami dość spory ciężar. Uważam, że w porównaniu z linią produkcyjną i zawieszeniem ta praca jest naprawdę fizycznie wymagająca.
Jesteś jedyną kobietą w zespole? Jak to możliwe, że tak drobna kobieta sobie z tym radzi?
Tak. Uczyłam się pracy produkcyjnej, więc potrafiłam pracować na maszynach, ale szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę mój wiek, jestem fizycznie zmęczona.
Szukasz innej pozycji w FINIDRze?
Mam małą córkę i ze względu na nią wolałabym pracować tylko na zmiany dzienne. Raz mi to umożliwiono, kiedy córka rozpoczęła naukę w szkole, ale rozumiem, że nie jest to standardowa praktyka. Zmiany są ogólnie problemem, jeśli chcesz wozić dziecko na zajęcia pozalekcyjne, występy i popołudniowe aktywności.
Co sprawia Ci radość w Twojej pracy?
To, co najbardziej podoba mi się w mojej pracy, to kolektyw mężczyzn. Kiedy traktuje się ich z szacunkiem, są gotowi pomóc. Kiedy potrzebuję męskiej siły fizycznej, są naprawdę chętni do pomocy i często się razem śmiejemy. W kolektywie kobiet czasami zdarza się, że kobiety nie lubią się nawzajem lub nawet nie tolerują. Kiedyś żyłam pracą, ale to nie znaczy, że teraz ta praca mnie nie bawi Jestem jednak w wieku, w którym cieszę się czasem spędzanym z córką, siłownią, spacerami z psem, z którym uprawiałam nawet canicross. Wraz z wiekiem człowiek zaczyna poszerzać horyzonty i odkrywać inne rzeczy, które są ważniejsze od pracy.

Opowiedz nam więcej o swojej rodzinie, Věrko.
Jestem mężatką od dziesięciu lat i jestem zadowolona z życia. Oczywiście każdy z nas ma swoje wady, ja mam je, mój mąż ma je, każdy człowiek je ma. Pod wieloma względami cenię mojego męża. Życie ma swoje wzloty i upadki, ale wtedy człowiek poznaje, z kim żyje, że nie odwróci się plecami. W naszym wieku nie chodzi już o szczęście i miłość, ale przede wszystkim o wsparcie i obecność drugiej osoby, gdy jest naprawdę źle, i o to, że pomagamy sobie nawzajem. Mam syna Vojtę, który ma 19 lat, i córkę Rosalię. Vojta jest dorosły i ma swój świat. Córka ma osiem lat, lubi konie, chodzi na basen, lubi rysować, piecze ze mną i jest bardzo kreatywna.
Jakie są Twoje hobby?
Kiedyś grałam w amatorskiej lidze badmintona. Potem kupiliśmy retrievera, więc zaczęłam uprawiać canicross. To bieganie z psem w terenie na czas. Jest to aktywność amatorska i rekreacyjna, chociaż dwa razy wzięliśmy udział w zawodach. Ze względu na czas – pracę, dzieci, życia nie da się naciągnąć. Robiłam to dla siebie i dla suczki Lily, ponieważ te psy są bardzo aktywne.
Moja wielką pasją jest cardio fitness, a w domu ogród. Sąsiedzi mówią mi, że mam zielone ręce i wszystko mi rośnie. Siłownia to moja bańka, w której się chowam i pozbywam się frustracji, a jednocześnie mam dobre samopoczucie, że tracę kilogramy. W przyszłym roku chcielibyśmy dokończyć zadaszony taras i chciałabym tam zrobić ogród zimowy. Cały ogród przy domu zaprojektowałam sama. To moja radość. Kiedy jesteśmy w marketach hobbystycznych, mąż ostrzega mnie, żebym trzymała ręce na wózku, ale mimo to akceptuje moją radość z tego, że lubię kwiaty. Chodzę na siłownię dwa razy w tygodniu, a jeśli uda mi się tylko raz, to i tak jestem zadowolona. Nie da się ogarnąć wszystkiego, zwłaszcza z powodu nocnych zmian. Dzieci i rodzina to uzależnienie. Wiem, że ich potrzebuję, a oni mnie. Chociaż mam wrażenie, że po tych zmianach ich oszukuję, czasami jestem zrzędliwa, to taka cena.
Jesienią bardzo lubię chodzić do lasu i zbierać grzyby. Bardzo lubię chodzić z Lily, która jest już starszą suczką, ale też uwielbia las. Lubię też saunę i wellness, po prostu ciepło.
Jak spędzacie święta Bożego Narodzenia ze swoją rodziną, jakie macie tradycje?
Jestem miłośniczką Bożego Narodzenia. Uwielbiam świąteczną atmosferę, kiedy dom jest udekorowany. Uwielbiam świece, ciasteczka, które tworzą tę atmosferę. Lubię, kiedy wracasz do domu i czujesz ducha Bożego Narodzenia. W zeszłym roku moja córka jeszcze wierzyła w Mikołaja. Widok, kiedy biegnie do choinki i widzisz tę prawdziwą, niesamowitą radość, to dla mnie tak wspaniałe uczucie, kiedy wierzy w Boże Narodzenie i Mikołaja. Zanim pod choinkę położymy prezenty, idziemy nakarmić kota, psa, nasypać ziarenek ptaszkom, a w międzyczasie Mikołaj zdąży przyjść i wtedy widzisz te oczy.
W Wigilię rano idziemy na spacer do lasu, wieszamy jabłka i marchewki na drzewie dla zwierząt. Odwiedzamy też grób babci i dziadka. Wigilia u nas jest klasyczna: karp, sałatka ziemniaczana, a wcześniej rosół wołowy z domowymi kluseczkami z wątróbki, makaronem i warzywami. Potem ciasteczka, Kopciuszek i Pelíšky, nasze dwa ulubione filmy. Piję przy tym herbatę i chociaż to wszystko jest znane, to daje to spokój i poczucie harmonii.
Jakie życzenia świąteczne wyślesz do osób w FINIDRze?
Nie życzyłabym ludziom szczęścia, ale zdrowia, bo to jest alfa i omega wszystkiego. Jeśli będziemy zdrowi, będziemy mogli chodzić do pracy, zarabiać pieniądze, dbać o naszych bliskich i będziemy praktycznie zadowoleni. Patrzę na to też z własnej perspektywy, kiedy coś mi się przydarzyło i miałam ograniczenia zdrowotne i nie mogłam funkcjonować na 100%. Pamiętam, jak bardzo mnie to ograniczało. Zdrowie jest najważniejsze, to podstawa wszystkiego. To filar naszego życia.
Wiele zdrowia i radości nie tylko w okresie świąt Bożego Narodzenia, Věrko, i bardzo dziękuję za rozmowę.

Věra Janošová
Znak zodiaku: Panna
Co najbardziej cenię u współpracowników?
że wytrzymali ze mną tak długo
Najdłuższy dystans i miejsce zawodów w caniscrosie z Lily
6 km – amatorski bieg w Beskidach
Jakie było moje największe zaskoczenie w Boże Narodzenie?
mam piękne wspomnienie o moim tacie, który zawiesił na gałązce choinki mój pierwszy pierścionek z białego złota, który do dziś noszę na pamiątkę o nim
Moje ulubione ciasteczka
rogaliki waniliowe





